O AMBICJACH JAŚNIE PANA l POWSTAŃCACH

Okolice Rytomoczydeł i Nowej Wsi są niezwykle interesujące. Wiele się tam bowiem zdarzyło i wiele tam do dziś pozostało pamiątek z przeszłości. Wszystko zaś zaczęło się od nie spełnionych ambicji pana dziedzica. W roku 1821 dobra nowowiejskie zakupił od rodziny Borowskich pan Tomasz Gąsiorowski. Był to ambitny i wielce religijny, choć lubiący poklask, dziedzic. Robił więc jaśnie pan wszystko, aby uczynić swoją osobę godną społecznego podziwu. Wyremontował dworek, który choć niedawno zbudowany już kwalifikował się do naprawy, jako że fuszerów i w tamtych, ponoć solidniejszych czasach, nie brakowało, zaś miejscowym, niezbyt solidnym muratorom ostre przewidział sankcje za brakoróbstwo. Urządził tam również w modnym wówczas, angielskim stylu niewielki aczkolwiek sympatyczny park, umieszczając tam romantyczny stawik, zadość czyniąc swoim arystokratycznym marzeniom.

Dworek w Nowej Wsi

Wykonanie tych przedsięwzięć nie zadowoliło jednak pana Gąsiorowskiego. Przecie jego majętności położone były na terenie parafii starożytnych Boglewic, a kościół w tej miejscowości znajdował się w owym czasie w stanie kompletnej ruiny. Jakież to wspaniałe pole do działania! Odbudowa boglewickiego kościoła stała się od tego czasu sprawą ambicji pana dziedzica. Większą jednak sprawą był brak i to chroniczny, funduszów, co znacznie studziło zapał jaśnie pana. Ale znalazł się i na to sposób. Pan Gąsiorowski urządził kwestę na ten przecie zbożny cel. Szeroko reklamując potrzebę działania w tym zakresie... uzyskał nawet poparcie nie mniej ambitnych sąsiadów. Remont kościoła kosztuje a przeprowadzić go trzeba, wszak świątynia znajduje się na terenie gdzie mieszkało i mieszka tyle znakomitych rodów.

Zebrał więc obrotny pan Gąsiorowski dość znaczną kwotę pieniędzy a sama dziedziczka dóbr Rytomoczydła, pani Paulina z Zaborowskich Radzimirska, przekazała na ten cel wielką jak na owe czasy sumę 35 000 rubli. Oczywiście zbiórka ta mogła rzeczywiście dojść do skutku jedynie przy porozumieniu wszystkich okolicznych posiadaczy ziemskich. Tak właśnie się stało i to dzięki tzw. naciskom jaśnie pana dziedzica.

Teraz już pan dziedzic był bliski urzeczywistnienia swoich planów. Ale ambicja podsuwała mu inny, iście piekielny pomysł, świadczący o jego przewrotnej naturze. Wydzielił mianowicie niewielki kawałek ziemi ze swojej posiadłości w przysiółku Franulin, nieopodal Gołębiowa i tam właśnie Postanowił usytuować kościół parafialny czym pogrążył w głębokiej żałości i złości również mieszkańców tej wioski i nie tylko.

Szybko buduje niewielką murowaną kaplicę i dokonuje jej poświęcenia. Miejscowi majstrzy wznoszą ją w modnym wówczas klasycystycznym stylu, oczywiście pod nadzorem (niestety nieznanego już z nazwiska) architekta i w roku 1830 staje daleko za wsią w odludnym samotnym miejscu okazała, zdobiona boniowanymi ryzalitami świątyńka.
Wiedział pan dziedzic co robi. W podziemiach kaplicy usytuował kryptę grobową, przeznaczając ją oczywiście tylko dla swojej rodziny. Teraz już nic nie mogło przeszkodzić projektodawcy w jega przedsięwzięciach. Sprowadza nawet ze zrujnowanego kościoła w Boglewicach obraz Chrystusa w srebrnej sukience i kilka innych detali z liturgicznego wyposażenia, lokując je w kaplicy, ku oburzeniu i rozpaczy boglewickich parafian.

Zwęszyli jednak sąsiedzi podstęp pana dziedzica i z wolna zaczynał się walić w gruzy tak misternie opracowany plan. Poszczególni akcjonariusze, niegdyś akceptujący poczynania pana Gąsiorowskiego, teraz zaczęli wycofywać wkłady. Na domiar złego zmarło kilku członków jego rodziny. Wierny jednakże swym zamierzeniom sprawia im uroczysty pogrzeb i... chowa ich w podziemiach owej kaplicy.

Zmęczony niepowodzeniami i innymi rozlicznymi kłopotami, pan Gąsiorowski w roku 1844 odsprzedaje posiadłość znakomitemu XIX wiecznemu architektowi, Adolfowi Schuchowi. Od tej chwili pamięć o nim w okolicy zamiera, tępiona niezwykle gorliwie przez jego antagonistów i co wierniejszych, boglewickich parafian. Pamiątką zaś po tamtych czasach jest jeszcze poza kaplicą, przepiękny dworek w Nowej Wsi a także klasycystyczny dworek Radzimirskich w Rytomoczydłach. Przetrwała również parafia w Boglewicach, gdzie dziś wznosi się wspaniały neogotycki kościół, spinający klamrą dawne, jakże barwne i współczesne czasy.

W początkach XIX wieku nowocześnie już wówczas prowadzona gospodarka w okolicznych posiadłościach spowodowała wzrost zamożności ich właścicieli, wcale nie obojętnych na sprawy państwa. Mieszkańcy okolicznych wiosek, żyjąc na nieco wyższym poziomie, świadomi byli wagi tamtych czasów. Udział w powstaniu 1863 roku, to efekt ich świadomego wyboru. Zaciągali się do licznych tu oddziałów i uczestniczyli w wielu potyczkach i walkach z wojskami carskiego zaborcy. Mogli przecież liczyć na pomoc sprzyjających im rodaków. Teren Nowej Wsi i Gołębiowa był widownią krwawej bitwy stoczonej w dniu 18 maja 1863 roku przez oddział powstańczy dowodzony przez Władysława Grabowskiego, z przeważającymi siłami wojsk carskich, którymi dowodził generał Meller-Zakomelski. Bitwa zakończyła się porażką powstańców, których to pochowano bezpośrednio na polu owej bitwy, właśnie w przysiółku Franulin, nieopodal kaplicy grobowej Gąsiorowskich.

Na rozległym polu znajduje się, dziś ogrodzona, ogromna mogiła. Nie zapomniana, wysoka na ponad metr kryje w sobie szczątki kilkudziesięciu bezimiennych bohaterów. U jej brzegu wznosi się samotnie, pokryty kopułką, murowany obelisk z wmurowaną we wnęce tabliczką. Napis tam wyryty głosi: "Przechodniu pomnij, że jest niepojęta władza, która zło karze a dobro nagradza".

Położona z dala od ścieżek i bardziej uczęszczanych dróg nie ulega zapomnieniu. Mogiłą opiekują się uczniowie Publicznej Szkoły Podstawowej noszącej imię Bohaterów Powstania Styczniowego 1863 roku. To tutaj przychodza uczniowie by uczyć się historii własnego narodu.

Literatura:
Andrzej Zygmunt Rola Stężycki "Grójeckim Traktem" Sprawy i ludzie.